Testy czujek to temat, który nie wiadomo dlaczego – często bywa pomijany. Regularne testy pozwalają utrzymać system w dobrej kondycji, a w razie wykrycia usterki możemy odpowiednio wcześnie zareagować. Artykuł pokazuje, jak samodzielnie (w pojedynkę) można przetestować wszystkie czujki w domu. Może to być nie tylko instalator, ale również użytkownik systemu – do czego zachęcam. Co jest potrzebne, aby przeprowadzić taki test? Wystarczy hasło użytkownika typu „Administrator” lub każdy inny, w którego schemacie umieścimy uprawnienie „Testy”. Taki test może być przeprowadzony w dowolnym momencie i dowolną ilość razy, a informacja o teście jest zapisywana do pamięci zdarzeń. Test wejść może być uruchomiony tylko z manipulatora LCD (PRF-LCD lub PRF-LCD-WRL). Brak manipulatora w instalacji uniemożliwi przeprowadzenie takiego typu diagnostyki. Jak uruchomić test wejść w centrali Perfecta? Dla każdego modelu centrali Perfecta, uruchomienie testu wejść przeprowadza się w taki sam sposób. Rys. 1. Włączenie testu wejść w centrali Perfecta Dokładna sekwencja uruchomienia testu wygląda następująco: Krok 1: Podajemy hasło i zatwierdzamy klawiszem * Krok 2: Wybieramy opcję: „9. Testy”. Krok 3: Wybieramy opcję „1. Test wejść”. Krok 4: Ustaw czas trwania testu (fabrycznie 5 minut, możesz ustawić od 1 do 99 minut). Krok 5: Aby rozpocząć, naciśnij klawisz #. Kiedy test się rozpocznie, należy przejść przed każdą czujką ruchu, otworzyć każde okno (kontaktron), aktywować każdą czujkę zalania, dymu itp. W czasie testu alarmy z tych czujek (np. pożarowych) nie będą zgłaszane, pomimo tego, że wejścia takie mogą pracować jako linie typu 24h. Uwaga! Każde naruszenie elementu instalacji alarmowej (ruch, otwarcie, zalanie, dym, otwarcie obudowy centrali itd.) jest zgłoszone w manipulatorze tylko 1 raz. Tzn. nie widać bieżących naruszeń a tylko to, czy w czasie testu takie naruszenie przynajmniej raz zostało odnotowane. Wyniki testu – jak je interpretować? Test zakończy się automatycznie po ustawionym czasie (max. 99 minut) lub po naciśnięciu klawisza „*”. Dlatego zanim test zostanie zakończony, musimy zdążyć dotrzeć do manipulatora i sprawdzić wynik testu. Później nie będzie w niego wglądu (zostanie tylko ślad w pamięci zdarzeń, że taki test był robiony). Manipulator podczas trwania testu prezentuje swój ekran w następujący sposób: Rys. 2. Podczas testowania wejść, wyświetlacz może prezentować się jak wyżej. Zwróć uwagę na to, że dookoła wyświetlacza podpisano numery wejść systemu Perfecta (1-32). Na obrazie (rys 2) pokazano sytuację dla 8 podłączonych do systemu wejść. Mała kropka oznacza, że wejście jeszcze nie zostało naruszone. Duża kropka oznacza, że wejście przynajmniej raz zostało naruszone. Naturalne jest, że dążymy do tego, aby każda „mała kropka” na wyświetlaczu została zamieniona na dużą. To będzie znak, że wszystkie nasze podłączone czujki i obwody sabotażowe działają. W przedstawionym wyżej przykładzie, wejścia 3, 4 oraz 6 zostały już naruszone. Wejścia 1, 2, 5 , 7, 8 jeszcze nie zostały naruszone. Po co w ogóle przeprowadzać taki test? Zasadniczo ten akapit nie powinien istnieć, ponieważ każdy gospodarz chronionego obiektu powinien samodzielnie inicjować konieczność sprawdzenia poprawności działania instalacji elektrycznej, jaką jest system alarmowy. Jak widać z powyższego opisu, sprawdzenie wejść to czynność, którą domownik może wykonać samodzielnie bez pomocnika. Wystarczy cyklicznie sprawdzać takie wejścia (a więc czujki) i w razie nieprawidłowości możemy czujkę”dostroić” albo wymienić. Lepiej to zrobić przed potencjalnym włamaniem… Warto też pamiętać, że brak fałszywych alarmów przez lata wcale nie musi świadczyć o doskonałości systemu. Pytanie jakie możemy postawić w tym przypadku może brzmieć: Czy te czujki w ogóle coś widzą? Aby to ustalić powinniśmy właśnie wykonać powyższe testy.
Kierowca kieruje pojazdem, a decydując, w którą stronę należy jechać, kręci kierownicą. Ta natomiast wprawia w ruch całą resztę mechaniki, tak że w efekcie końcowym samochód wykonuje odpowiedni manewr. REKLAMA. Koniecznie zobacz NAJLEPSZE szkolenie z Facebooka na rynku. Link do kursu: szkolenie Facebook Ads. Koniec reklamy.Należy wejść w ustawienia, dalej wybrać „prywatność i konto”, a tam przejść do zakładki „ustawienia prywatności konta”. Po przejściu na tę podstronę trzeba w oknie oznaczonym lupką wpisać pytanie „jak usunąć konto na Instagramie” i wybrać pierwszy wynik, jaki zostanie wyświetlony.
Na popularnych mapach stosowanych w internecie Grenlandia wygląda na większą od Australii. Czy jednak tak jest w istocie? Zobacz jakie są prawdziwe rozmiary państw, wysp, kontynentów, na specjalnie przygotowanej mapie. Niedawno mapy Google świętowały swoje 15-lecie. Choć dziś można w nich korzystać z projekcji planety w 3D, to domyślnie uruchamia się ono z zastosowaniem odwzorowania walcowego równokątnego. Wymyślił je już w XVII wieku Gerard Merkator. Takie odwzorowanie miało największy sens w czasach, gdy nawigacja za pomocą map i przyborów geometrycznych była podstawą, a poprawność prezentacji kształtów i rozmiarów kontynentów, wysp i państw była rzeczą drugorzędną. Dziś jednak żyjemy w czasach aplikacji do nawigacji, na przykład na Androida, więc powinniśmy być nowocześniejsi i bardziej wymagający. Czy jesteśmy? Czy musimy?Na czym polega problem z odwzorowaniem Merkatora, jak sobie z tym radzimyOdpowiedź na oba powyższe pytania jest taka sama i brzmi "to zależy". Odwzorowanie Merkatora nie wpływa znacząco na układ i wzajemne położenie kontynentów, państw, za to kryje w sobie jeden poważny feler, który dostrzeżemy próbując wyciągac na podstawie takiej mapy wnioski co do ich rozmiarów i walcowe równokątne, jak sugeruje nazwa, zakłada rzutowanie powierzchni kuli na płaską powierzchnię kwadratu (czasem obraz jest ściśnięty w pionie, gdyż prostokąt lepiej jest pokazać w atlasach, na stronach internetowych). Mówiąc inaczej, wszystkie równoleżniki rzutowane na płaszczyznę mapy mają te samą długość. W praktyce to równik jest najdłuższy. Światła nocy (mozaika zdjęć z 2012 roku) wykorzystują odwzorowanie merkatora przeskalowane w pionieZ tego też powodu błąd poprawności odwzorowania powierzchni rośnie im bardziej na północ lub południe od równika znajdują się dane miejsca. Bieguny, które są przecież punktami na kuli, w odwzorowaniu Merkatora powinny zostać rozciągnięte na całe krawędzie mapy. Górne i dolne, ale tego nie widzimy, bo mapa jest ucięta przed osiągnięciem szerokości geograficznej +/- 90 poradzić sobie z tym problemem stosuje się liczne modyfikacje wspomnianego odwzorowania lub umieszczając interesujące nas regiony w środkowej części mapy, a także wprowadzając kompletnie nowe Ziemi w projekcji Mollweidego. W tym przypadku najmniej zniekształceń mamy wzdłuż południka, który jest w centrum mapy. Gdy jest to południk zerowy jak powyżej, zniekształcone zostaja obie Ameryki, Australia i wschodnia część Azji. Obrys mapy stanowi południk 180 niektórymi zapewne się spotkaliście niejednokrotnie. To między innymi popularna w atlasach projekcja Mollweidego (obrys Ziemi jest tu zbliżony do elipsy, często pokazywany jest prostokątny wycinek Ziemi w tej projekcji), stosowana w encyklopediach projekcja homolozynowa Goode, czy kompletnie abstrakcyjna z perspektywy zwykłego człowieka motylkowa projekcja homolozynowa Goodego zmniejsza błędy w rozmiarach lądów, ale ma dość niewygodny kształtGlobus czyli wspaniała pomoc dydaktyczna z czasów analogowychDziś gdy możemy sobie pozwolić na cyfrową prezentację map w 3D na ekranie komputera, dobór odwzorowania nie jest tak kłopotliwy jak w czasach papierowych atlasów. Wtedy na etapie edukacji bardzo przydatnym dla nas narzędziem był globus. Zresztą nawet dziś każdy powinien choć chwilę spędzić w towarzystwie tej pomocy globus jako narzędzie edukacyjne w stanie nieważkościNa globusie nie będzie teoretycznie żadnego odwzorowania, bo ma on powierzchnię kuli. Odstępstwa, związane z nie do końca kulistym kształtem Ziemi, są do zaniedbania przy bardzo małym rozmiarze globusa w stosunku do rozmiaru odwzorowania Merkatora i jego praktyczne konsekwencjeZ globusa korzystał prawdopodobnie każdy z was. Jednak łatwość pokazania większości powierzchni całej Ziemi na planie prostokąta i związana z tym wygoda odwzorowania kątów jakie tworzą obiekty na powierzchni, na przykład ulice, sprawiła, że odwzorowanie Merkatora zaadoptowano do wielu map stosowanych w internecie i aplikacjach do nawigacji. W skali, w której te mapy są dla nas użyteczne (w końcu wyświetlamy sobie zwykle trasę z Warszawy do Poznania przez Kutno, a nie Biegun Północny), ewentualne błędy przestają mieć wideo doskonale ilustruje jak powstają zniekształcenia w odwzorowaniu Merkatora dla miejsc Ziemi położonych w dużych szerokościach geograficznych (w pobliżu biegunów).Błędne rozmiary na mapachOdwzorowanie w projekcji Merkatora całej powierzchni Ziemi na mapach Google i im podobnych, a także w wielu drukowanych atlasach, sprawiło że w głowach wielu osób zakorzeniło się błędne przekonanie co do rozmiarów lądów, państw. Ba nawet będąc świadomi różnic, trudno dobrze zwizualizować sobie jaki naprawdę jest rozmiar Grenlandii czy Rosji. Ta pierwsza wydaje się większa od Australii, co prowadzi do absurdalnego wniosku, że wyspa jest większa od całej Ziemi w mapach GoogleDziś (od 2018 roku) możemy w mapach Google wyświetlić Ziemię jako kulę i problem jest zminimalizowany, choć nie wyeliminowany. Nie zobaczymy całej powierzchni planety na raz, a nasza ułomność w prawidłowym postrzeganiu perspektywy, ogranicza użyteczność mapy do jej centralnych rozmiarów Polski i Spitsbergenu, gdyby kontury naszego kraju przenieść na Ocean ArktycznyNajwiększe błędy w odwzorowaniu w przypadku projekcji Merkatora, dotyczą Rosji, Grenlandii i Kanady. Szczególnie północne krańce Syberii są mocno zdeformowane. Spitsbergen jest kilka razy mniejszy od Polski, choć wiele map zdaje się temu zaprzeczać. Na południowej półkuli największym błędem obarczony jest rozmiar i kształt Antarktydy. Sprawiającej wrażenie znacznie większej od Rosji, podczas gdy w rzeczywistości jest sporo różnice faworyzują Europę, północną Ameryką i wspomnianą Rosję pod względem rozmiarów. Najbardziej niedoceniona w tym przypadku jest środkowa Afryka. Gdyby odwzorowywać powierzchnię Ziemi, tak, by na środku były kraje Europejskie, sytuacja byłaby zgoła True Size Of - interaktywna mapa, która nas nie oszuka co do rozmiaruBy nie czuć się oszukanym co do rozmiarów kontynentów, państw, powinniśmy sięgnąć po mapy o odwzorowaniu minimalizującym błędy, mieć w głowie rzeczywiste liczby, ale to jest dość niewygodne i nie tak kształcące jak mapa The True Size Of ( polu wyszukiwania wpisujemy nazwę państwa i wciskamy ENTER, by wyświetlić jego kontur. Przycisk Clear Map usuwa wyświetlone wczesniej konturyDokonuje ona w locie korekty kształtu i rozmiaru wybranych państw, w miarę jak będziemy zmieniać ich położenie na powierzchni stanowiącej podkład mapy Świata. Ta mapa to zaczerpnięte z Google odwzorowanie tak możemy wybrać USA, Rosję i Polskę, umieścić je obok siebie w okolicach równika i poznać zbliżone do rzeczywistych rozmiary tych państw. Rosja wciąż będzie największa, ale wzajemne proporcje ulegną sporym zmianom. Największym zaskoczeniem będzie przeciągnięcie Grenlandii lub Antarktydy nad Afrykę co pozostawiam już wam. Może być przy tym sporo zabawy, także z udziałem inf. własna, Google, The True Size of, fot: NASA, WikipediaWięcej ciekawostek wartych uwagi:Czy my dokładnie wiemy ile nas jest? Jaką liczbę ludzności ma ZiemiaMars 2020 bez tajemnic - ciekawe fakty - misja pomyślnie rozpoczętaTianwen-1 - Chiny powtarzają historię eksploracji Marsa w przyśpieszonym tempie1. Wejścia do budynku o wysokości powyżej dwóch kondygnacji nadziemnych, mającego pomieszczenia przeznaczone na pobyt ludzi, należy ochraniać daszkiem lub podcieniem ochronnym o szerokości większej co najmniej o 1 m od szerokości drzwi oraz o wysięgu lub głębokości nie mniejszej niż 1 m w budynkach niskich (N) i 1,5 m w budynkach wyższych.
Żeby czterodniowy tydzień wprowadzić w Polsce, najpierw musimy zwiększyć produktywność, przejść na model gospodarczy oparty o nowe technologie, zmienić strukturę zatrudnienia. Potrzeba na to przynajmniej dekady – mówi Andrzej Kubisiak, wicedyrektor Polskiego Instytutu Mokrzycka, 300Gospodarka: Mamy w Polsce historycznie najniższe bezrobocie. Mówiąc po ludzku – nie ma komu pracować. Czy to jest właściwy czas na spieranie się o 4-dniowy tydzień pracy a finalnie skrócenie ludziom wymiaru czasu pracy? Andrzej Kubisiak, PIE: Napisałem w ubiegłym roku list do mojego 4-letniego wówczas syna, z opcją otwarcia go za 20 lat. W dużej mierze dotyczył on tego, jak pandemia uruchomiła lawinę zmian, które w efekcie doprowadzą do czterodniowego tygodnia że ja napisałem o tym w perspektywie 20 lat, myśląc, że gdy mój syn będzie miał już te 24 lata, potencjalnie będzie kończył studia i wchodził w dorosłość. Wtedy to będzie już zupełnie normalne, że tydzień pracy jest najlepszym razie, w najszybszym procesie na dojście do tego momentu potrzeba co najmniej10 lat, moim zdaniem jest to kwestia przynajmniej lat też, co może spowodować żebyśmy taki efekt mogli osiągnąć. Bo kilka warunków jest niezbędnych, żeby czterodniowy tydzień pracy mógł zaistnieć w Polsce. Musimy zwiększyć produktywność, a żeby produktywność wzrosła musimy przejść na trochę inny model gospodarczy. Czyli oparty o nowe również zmienić strukturę zatrudnienia i strukturę gospodarki. Dzisiaj ona jest bardzo mocno nasycona sektorami o niskiej wydajności, mam tu szczególnie na myśli część przemysłu, część logistyki, budownictwa i rolnictwa. Z jednej strony to oznacza automatyzację, z drugiej – szerokie wdrożenie sztucznej zmieniła myślenie o pracy – nauczyliśmy się, że ona nie musi się odbywać wyłącznie z zakładu pracy, chociaż w Polsce to wykorzystanie pracy zdalnej było jednak dość niszowe. 80 proc. Polaków nie wie, co to była praca zdalna w okresie to trochę zbija ten argument o tym, że myśmy się nauczyli innego modelu pracy więc czy na pewno jesteśmy gotowi żeby tę samą pracę wykonywać w 4 dni? Mimo wszystko ludzie zrozumieli w pandemii, że praca to nie jest ich całe życie i że są inne rzeczy które są ważne – nie tylko pieniądze, nie tylko to gdzie chodzimy, jaki mamy społeczny status itd. A to zmieniło nieco sposób myślenia o pracy i wywołało na nowo dyskusję, czy tych modeli pracy jednak nie dyskusja zaowocowała dwoma wielkimi pilotażowymi projektami czterodniowego tygodnia pracy w Hiszpanii i Wielkiej Brytanii. Na Wyspach w pilotażu bierze udział 330 pracowników z 70 firm. Eksperyment hiszpański jest natomiast finansowany ze środków unijnych w ramach Recovery Fund. To jest jeden z mechanizmów, które mają stymulować akurat Hiszpania? Przed chwilą mówiłeś, że do wprowadzenia krótszego tygodnia pracy potrzebna jest wysoka wydajność. Hiszpania to nie jest kraj o wysokiej wydajności czy świetnej strukturze gospodarki. Hiszpania w ten sposób chce zwiększyć popyt na pracę, czyli mechanicznie stworzyć więcej ofert pracy. Bo jeżeli skracasz czas pracy to potrzebujesz więcej ludzi. U nich to uzasadnione ponieważ mieli bardzo wysokie bezrobocie. Dla nich ten program jest działaniem pisząc na Twitterze, że 4-dniowy tydzień pracy to nieuchronny proces miałeś na myśli nieuchronność, ale w bardzo odległej perspektywie, a nie nieuchronność po następnych wyborach? To jest nieuchronność w perspektywie dekad. Świat zmierza w tę stronę i Polska także, ale w Polsce to nie jest czas na wdrożenie tego rozwiązania, tylko moment, kiedy zaczynamy nowy etap w historii. Ten etap musi trwać zanim gospodarka będzie gotowa na zmianę. Źle przygotowany grunt, albo wcale nie przygotowany może być ciosem dla 1919 roku, pod auspicjami Międzynarodowej Organizacji Pracy, przyjęta została konwencja wprowadzająca ośmiogodzinny dzień pracy – łącznie w wymiarze 48 godzin tygodniowo, co oznaczało wtedy sześciodniowy tydzień pracy. Wszystko z przesłaniem „teraz będziecie mogli pracować krócej niż w erze przemysłu, gdy pracowano dni 7”. Były też firmy prywatne, jak na przykład fabryka Forda, które już wtedy wprowadziły pięciodniowy tydzień pracy i wyprzedzili trochę swoją pięciodniowy tryb upowszechnił się dopiero w erze powojennej, a wielka zmiana nastąpiła na przełomie lat 60 i 70. Weszliśmy w etap zmian jeżeli chodzi o „tworzenie” wolnych weekendów. W Polsce pięciodniowy tydzień pracy mamy przecież dopiero od końca lat co było głównym zapłonem do tych zmian – nacisk społeczny czy potrzeba biznesowa, ekonomiczna? Były wdrożone z różnych powodów – i ekonomicznych i społecznych. W naszych czasach zmiana w stronę skrócenia czasu pracy będzie postępować z powodu szybko rosnącego megatrendu przenoszenia wartości dodanej do gospodarek opartych o ekonomikę czasu wolnego. Świat oparty o konsumpcję i nastawiony na model konsumpcyjny jest wygenerowany z czasu wyceniane na amerykańskich parkietach są spółki które zarabiają w ramach tzw. ekonomiki czasu wolnego – to one ciągną gospodarki od dwóch dekad. A im krócej pracujesz, tym więcej masz czasu wolnego do zagospodarowania i tym więcej na to część konsumpcji to jednak jest stara gospodarka – samochody, RTV, mieszkania, ubrania. Przestaliśmy doceniać klasyczne gałęzie gospodarki bez których jednak nadal nie jesteśmy w stanie żyć. Ale jak nie masz czasu wolnego, to nie kupujesz tych rzeczy, bo nie masz czasu z nich takim razie dlaczego to ma być czterodniowy tydzień pracy a nie np. trzydniowy? Przy niskim bezrobociu w momencie, gdy nam brakuje rąk do pracy, jesteś w stanie pracować od poniedziałku do środy dla jednego pracodawcy, a potem do soboty na drugim etacie dla innego pracodawcy. Problem podaży pracy ma swoją drugą stronę. Im bardziej skrócisz czas pracy i zostawisz pensje na tych samych poziomach, tym bardziej wzrosną koszty muszą pozostać na takim samym poziomie? Wydaje się, że opór społeczny byłby zbyt duży, by mogły być zmniejszane, pracodawcy w jakimś stopniu będą przymuszeni do ich utrzymania. W hiszpańskim eksperymencie to rząd wyrównuje na razie straty dla pracodawców którzy skrócili czas pracy do 4 dni, pokrywając 20 proc. wynagrodzenia (za piątek).Jeżeli jednak mielibyśmy na stałe przejść na krótszy tydzień pracy przy zachowaniu pensji, to trzeba się liczyć z wyższymi kosztami wytworzenia; będzie to stymulować inflację. To będzie drogie rozwiązanie. Dlatego mówię o stopniowym dochodzeniu do takiej zmiany. Robocze soboty w Polsce też likwidowano stopniowo – najpierw uwolniono jedną, później dwie to jest ścieżka dla czterodniowego tygodnia? To może być ścieżka dla czterodniowego tygodnia pracy. Innym scenariuszem jest robienie eksperymentów z udziałem części moje kolejne pytanie – czy skrócenie tygodnia pracy to rozwiązanie dla wszystkich branż i wszystkich zawodów czy tylko dla wybranych, dla szczęśliwców w budżetówce, w urzędach, w firmach, które mogą sobie pozwolić na to żeby po prostu zamknąć drzwi na piątek? To byłoby bardzo niebezpieczne rozróżnienie – ono doprowadziłoby do ogromnych tarć jak skrócić tydzień pracy pielęgniarce albo lekarzowi? Skrócenie im „od ręki” tygodnia pracy spowoduje, że te osoby finalnie będą pracować tyle samo co dziś, tylko będziemy musieli im zapłacić nie za jeden tylko za dwa etaty. To właśnie jeden z tych newralgicznych sektorów polskiej gospodarki, w których po prostu nie da się z dnia na dzień ograniczyć tygodnia pracy do 4 dni. Innym jest przemysł, który jednocześnie generuje aż 20 proc. wąskie gardła gdzie realnie brakuje rąk do pracy. Podobnie jest w logistyce czy w krótszego tygodnia pracy prawie od zaraz mogłyby skorzystać wysoko produktywne białe kołnierzyki – w Polsce to np. programiści, eksperci IT, księgowi z centrów finansowych itp. I te firmy już same wprowadzają takie udogodnienia, bo jak nie mają czym konkurować na poziomie płacowym, a owocowe czwartki też już nie działają to mówią: macie 3-dniowy weekend, a pensja pozostaje taka mówisz, że 4-dniowy tydzień musi dotyczyć wszystkich po równo. Jak to więc zrobić?Potrzebny jest mechanizm, który spowoduje, że będziemy się w stanie stopniowo do tego dostosowywać – musimy dojść do pewnego momentu jeżeli chodzi o produktywność i jest zatem Polska, a gdzie być powinna w osiąganiu tych celów, by móc zacząć myśleć o 4-dniowym czasie pracy?Żebyśmy mogli mówić o tym na serio musimy zaczekać na wyniki eksperymentów z Hiszpanii i z Wielkiej Brytanii. One dopiero ruszyły więc pewnie będą za jakieś 2-3 co dzisiaj wiemy o czterodniowym tygodniu pracy wynika z bardzo lokalnych i niewielkich pilotaży, głównie w prywatnych korporacjach albo na niewielką skalę. To co zrobiła Islandia czy Nowa Zelandia to nie są eksperymenty na szeroką skalę, są trudne do przełożenia na duże i zróżnicowane gospodarki. Bez wyników tych dużych pilotaży nie posuniemy się dalej w tej powinniśmy odrobić inne lekcje, ważniejsze na tym etapie. To na przykład kontrola odzwyczaić pracodawców od tego, że tydzień może i 4-dniowy, ale w piątek wieczorem i sobotę też należy za darmo spojrzeć w tabelki?Tak, a nawet bardziej restrykcyjnie. Państwowa Inspekcja Pracy powinna sprawnie kontrolować wynagradzanie za też upowszechnić wreszcie pracę na część etatu. Polska jest w ogonie Europy jeżeli chodzi o elastyczność pracy. U nas nadal obowiązuje przekonanie, że w firmie na jeden etat przypada jeden jest w czołówce europejskiej pod względem średniej liczby przepracowanych godzin. To nie wynika tylko i wyłącznie z tego, że my tak strasznie dużo pracujemy tylko także z tego, że mamy bardzo mały udział ludzi którzy pracują na część w Europie pracują Holendrzy, ale nie dlatego, że są leniami i im się nie chce pracować – w Holandii najbardziej w Europie jest upowszechniona praca na część kilka osób wykonuje jedną robotę naprzemiennie. A taka elastyczność to jest jednocześnie mechanizm aktywizujący, zwłaszcza kobiety, które w Polsce najczęściej są obarczone obowiązkami opiekuńczymi – bardzo często uniemożliwia im to podjęcie pracy na cały etat, co powoduje, że te kobiety wpadają w bierność zawodową, bo nie są w stanie opieki pogodzić z pracy na pół etatu, ćwierć etatu, trzy czwarte etatu i wypełnianie tych etatów kobietami, które się nawzajem uzupełniają dałoby im szansę na pracę zawodową, wzrosłaby partycypacja na rynku pracy – bo nadal w wieku produkcyjnym około 4 milionów Polaków znajduje się poza rynkiem – a generalnie krótszy byłby też średni czas drugiej strony, kolejne dane międzynarodowe pokazują, że Polska jest krajem o rosnącym ryzyku wypalenia zawodowego, bo przez to, że jesteśmy w tym kołowrotku pełnych etatów my pracujemy dużo i tempo pracy, w którym funkcjonujemy też jest o tym myśleć w dłuższej perspektywie, bo wypaleni pracownicy na nic się gospodarce nie przydadzą, wtedy już niezależnie od tego czy będą pracować 4 czy 5 dni w tygodniu. Problem dotyczy coraz większej grupy młodych zatrudnionych, przed którymi jeszcze wiele lat na rynku. Eksperymenty, które do tej pory były prowadzone jeżeli chodzi o skracanie tygodnia pracy pokazują zaś, że pracownicy, którzy mają więcej czasu na życie po pracy rzadziej chorują, są bardziej zmotywowani i lepiej się elastyczność pracy można wymusić ustawą? Problem polega na tym, że od strony prawa pracy to właściwie wszystko jest przygotowane, nam nie jest potrzebna zmiana przepisów tylko zmiana kultury korporacyjnej. Firmy narzekają na brak rąk do pracy, a przez najbliższe dekady w Polsce pracowników będziemy mieć tylko coraz mniej – nieważne czy będziemy mieć górkę, czy dołek koniunkturalny. W wyniku zmian demograficznych podaż pracy będzie się kurczyć. Firmy muszą więc zmienić podejście do pracownika i pracy, którą co mogłoby się pojawić, to jakieś dodatkowe mechanizmy zachęcające, na przykład premiujące firmy, które oferują zatrudnienie na część stoi na przeszkodzie, żeby wolny strzelec, freelancer, pracował na pół etatu u jednego pracodawcy i na drugie pół etatu drugiego pracodawcy i robiąc dwa niezależne od siebie projekty był objęty kodeksem pracy i nie musiał udawać, że jest przedsiębiorcą? Tylko podejście w debacie publicznej często pada argument: należy stworzyć politykę migracyjną i braki uzupełniać przybyszami z innych krajów. To by przyspieszyło wprowadzenie czterodniowego tygodnia pracy? W Afryce i w Azji populacja będzie rosła i stamtąd ludzie będą płynąć do Europy, więc musimy się na to szykować. Ale polityka migracyjna, choć bardzo ważna, nie wszystko nam rozwiąże. To jest myślenie życzeniowe, że dowolny imigrant wypełni dowolne miejsce się starzeje, może zatem żebyśmy mogli pracować 4 dni w tygodniu musimy włączyć w ten cykl grupę 65+ ? Żebyśmy mogli uruchomić potencjał tych ludzi trzeba właśnie upowszechnić częściowe etaty. Te osoby mogą nie mieć chęci albo siły, by pracować 40 godzin tygodniowo. Jeżeli zaś doprowadzi się do tego, że będą mogły w ramach legalnej umowy o pracę pracować 23-25 godzin tygodniowo to myślę, że łatwiej się ich jest ważniejsze na etapie, na którym teraz jesteśmy jeśli chodzi o wprowadzanie czterodniowego tygodnia pracy – presja społeczna czyli społeczna potrzeba, czy czynniki ekonomiczne? Czyli mówiąc krótko, komu to ma pomóc? Chodzi o większy komfort życia czy impuls dla gospodarki? Zmiany, które nastąpiły na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych były wynikiem presji społecznej i silnych wpływów związków zawodowych na inaczej – czy tamta zmiana przyniosła straty światowej gospodarce? Jeżeli patrzymy na zamożność poszczególnych gospodarek to nie. W krajach OECD od lat siedemdziesiątych PKB per capita, jeden ze wskaźników dobrobytu w poszczególnych krajach, rośnie produktywność? Produktywność też rośnie chociaż nie mamy aż tak długich szeregów czasowych. OECD ma dane zagregowane od lat dwutysięcznych. Wzrost produktywności to także wynik wdrażania nowych technologii. I ten proces będzie postępować, a razem z nim wzrost zamożności i potrzeba większej konsumpcji czasu poza pracą. Politycy zapewne zechcą ten nieuchronny trend wykorzystać dla własnych partykularnych może nadejść taki dzień, że któryś z polityków zamknie oczy i powie” robimy to”, nieważne czy polska gospodarka jest na to gotowa czy nie. I do tego powinniśmy nie dopuścić. Powinniśmy dostosowywać gospodarkę wcześniej przygotować się na to, bo presja społeczna będzie i może być tak duża – co napisałem w liście do syna w ubiegłym roku – że część polityków ze swoich partykularnych powodów po prostu weźmie to sobie na sztandary. Bezwzględnie nie należy się spieszyć, do tego trzeba podejść gdyby się jednak tak zdarzyło, bez okresu przygotowań, to jaki scenariusz dla gospodarki mógłby się przydarzyć?Taki najgorszy scenariusz? Już teraz wiemy, że podaż pracy kurczy się i nie ma na to prostego remedium, więc wprowadzenie tej zmiany w sposób skokowy na pewno uderzyłoby w gospodarkę. Ze względu na niską podaż pracy część branż miałaby poważne problemy z ciągłością pracy, funkcjonowania i realizacji zamówień czy to nie dotyczyłoby jakichś tam branż czy firm tylko tych dominujących. W samym przemyśle pracuje ponad 3 miliony ludzi. Mówiąc najbardziej kolokwialnie – jeżeli firmy zostałyby zaskoczone taką zmianą mielibyśmy o jedną piątą za mało ludzi, by móc postawić ich na taśmie produkcyjnej, która nie może stanąć, bo gdy stanie – generuje ogromne koszty. Firmy nie byłyby w stanie spiąć swoich modeli biznesowych z krótszym tygodniem pracy, wdrożonym przy stałych cenach, kontraktach, przy braku uderzyłoby w moce wytwórcze firm, a więc i w PKB. Mogłoby również wywołać dodatkowy impuls rosła polska produktywność w ostatniej dekadzie? Liniowo, nadal jest poniżej średniej OECD, chociaż zmniejszamy lukę. W Polsce, w porównaniu z innymi krajami regionu, mamy za dużo mikro i małych przedsiębiorstw, które mają niską wydajność pracy, a za mało średnich i dużych firm. Żeby zaś zwiększać wydajność pracy w Polsce firmy powinny mieć przestrzeń do trzeba unowocześniać, ale też przechodzić na produkcję, która daje wyższą wartość dodaną, wyższe marże, jak chociażby przemysł baterii do aut elektrycznych. To jest przemysł przyszłości. Polska może nie będzie tworzyła swoich wielkich globalnych marek, ale musimy wejść na wyższy poziom w łańcuchach z kolei spowoduje, że część pracy którą wykonują ludzie będzie można ograniczyć przy zachowaniu ciągłości pracy i zysków pod względem automatyzacji pracy mamy jeden z niższych udziałów w Europie, nawet na tle naszego region, ale nie tylko dlatego, że właściciele firm nie chcą automatyzować. Chodzi o to, że ten rodzaj produkcji automatyzacji nie podlega, nie wszystko da się zrobić maszynowo. To zaś zwiększa koszt produkcji, czyli daje jej niższą się pamięta w takich dyskusjach o drobnych przedsiębiorcach na własnej działalności gospodarczej. Im wszystko jedno, co jest napisane w Prawie pracy – czy to 5 dni, czy 4 – muszą zrobić swoje. To nie jest wszystko jedno. Czy te osoby teraz pracują też w soboty albo w niedzielę?Myślę, że to zależy od działalności. Ale generalnie pewnie rzadziej niż w poniedziałki, środy czy czwartki. Albo może pracują w sobotę i w niedzielę, ale mają do środy wolne. Ważne jest to, że gdzieś to „wolne” się pojawia. To jest pewna norma kulturowa, która w pewnym momencie się jak kiedyś wszyscy pracowali w soboty i nikt się nie zastanawiał czy mogłoby być inaczej, tak teraz każdą pracę w sobotę uznajemy jednak za odstępstwo od stworzysz regulację, która powie ludziom: nie musicie pracować w piątki i poniedziałki lub środy, to się kulturowo przyjmie. To zajmie czas, to będzie proces, ale szybko na rynek pracy wejdzie nowa grupa dla której to będzie stan „zawsze tak było”.Buda: Rząd analizuje opcje skrócenia tygodnia pracy. Są różne warianty .